Droga wspina się serpentynami nad doliną, a za kolejnym zakrętem otwiera się widok, przy którym mimowolnie milkniesz: śnieżne granie Wielkiego Kaukazu piętrzą się nad zielonymi halami, gdzie pasą się krowy, a gdzieś niżej dymi komin kamiennego domu. Godzinę później siedzisz już przy długim stole, gospodarz nalewa wino z glinianego dzbana, wznosi kolejny toast, a półmiski z serem, chlebem i pieczonym mięsem nie chcą się kończyć.
Tę scenę zobaczysz w Gruzji niemal wszędzie, bo gościnność traktuje się tu jak zobowiązanie, a wspólny posiłek — supra — jest instytucją prowadzoną przez tamadę, czyli mistrza toastów. Kraj wielkości Litwy potrafi w jeden dzień przeprowadzić cię od subtropikalnego wybrzeża Morza Czarnego po lodowce na wysokości ponad pięciu tysięcy metrów.
Ten przewodnik prowadzi region po regionie: od tętniącego Tbilisi, przez winnice Kachetii i skalne granie Kazbegu, aż po odległą Swanetię z jej średniowiecznymi wieżami. Dorzucam praktykę, bez której gruzińska podróż się nie klei — pory roku, marszrutki, pieniądze i talerz, od którego zaczyna się każda rozmowa o tym kraju.
Tbilisi — stare miasto, siarkowe łaźnie i winiarnie
Stolica leży w wąskiej dolinie rzeki Kury i od pierwszych kroków zdradza swój charakter mieszańca. Drewniane balkony rozpadających się kamienic sąsiadują z odrestaurowanymi fasadami, cerkiew stoi obok meczetu, a nad wszystkim czuwa monumentalna figura Matki Gruzji na wzgórzu. Stare Miasto zwiedza się nogami, gubiąc się w zaułkach, gdzie z bram pachnie świeżym chlebem i praniem suszącym się między oknami.
Dzielnica Abanotubani wzięła nazwę od siarkowych łaźni z ceglanymi kopułami wystającymi z ziemi. Woda bije tu z gorących źródeł, a kąpiel w prywatnej komnacie łaźni to rytuał, który Gruzini polecają po długiej drodze. Nad miastem góruje twierdza Narikala, do której podjedziesz kolejką linową znad parku Rike — widok na morze blaszanych dachów wynagradza wjazd.
Wieczorem Tbilisi zmienia rytm. Na ulicy Erywańskiej i w okolicach placu Wolności otwierają się winiarnie, gdzie za kilkanaście lari dostaniesz kieliszek wina pomarańczowego, robionego metodą, o której więcej za chwilę. Zaplanuj tu minimum dwa, trzy dni. Miasto nagradza tych, którzy nie gonią.
Kazbegi i Stepancminda — cerkiew pod pięciotysięcznikiem
Najsłynniejszy widok Gruzji leży jakieś trzy godziny drogi na północ od stolicy, przy Gruzińskiej Drodze Wojennej. Miasteczko Stepancminda, dawniej zwane Kazbegi, przycupnęło u stóp góry Kazbek, wygasłego wulkanu sięgającego 5054 metrów. Nad osadą, na trawiastym grzbiecie, stoi samotna cerkiew Cminda Sameba (Świętej Trójcy) z XIV wieku.
Widok cerkwi na tle ośnieżonego szczytu obiegł miliony pocztówek, ale na żywo działa mocniej, niż zdradza kadr. Pod górę wejdziesz pieszo w niecałe dwie godziny albo podjedziesz terenówką, których kierowcy czekają na dole. Po drodze z Tbilisi warto zatrzymać się przy zbiorniku Żinwali o turkusowej wodzie i przy twierdzy Ananuri nad brzegiem.
Sama Gruzińska Droga Wojenna to jedna z najbardziej malowniczych tras Kaukazu — mija przełęcz Krzyżową na wysokości ponad 2300 metrów. Zimą bywa zamykana po opadach śniegu, więc jeśli celujesz w ten kierunek poza sezonem, sprawdzaj prognozy i stan drogi przed wyjazdem.
Kachetia — kolebka wina i metoda kwewri
Na wschód od Tbilisi ciągną się faliste wzgórza Kachetii, regionu, który Gruzini nazywają swoją winnicą. Archeolodzy znajdują tu ślady uprawy winorośli sprzed ośmiu tysięcy lat, co czyni te ziemie jednym z najstarszych ognisk winiarstwa na świecie. Wino robi się tutaj inaczej niż w Europie Zachodniej.
Sekret nosi nazwę kwewri — to wielki gliniany dzban zakopywany w ziemi, w którym moszcz fermentuje razem ze skórkami, pestkami i czasem szypułkami. Z białych winogron powstaje w ten sposób bursztynowe wino pomarańczowe o taninowej, niemal herbacianej strukturze. Metoda trafiła na listę dziedzictwa UNESCO, a degustacja prosto z dzbana w rodzinnej marani (winiarni) to doświadczenie, którego nie kupisz w sklepie.
Bazę zrobisz w miasteczku Sighnaghi, otoczonym murami obronnymi, z panoramą na Dolinę Alazani i pasmo Kaukazu w tle. Stąd blisko do klasztoru Bodbe i do dziesiątek rodzinnych winnic, gdzie gospodarze częstują qvevri, a przy okazji stawiają na stole domowy ser i chleb prosto z pieca.
Swanetia i Mestia — wieże obronne na końcu drogi
Jeśli szukasz Gruzji najdzikszej, jedź na północny zachód, w góry Swanetii. To region odcięty przez większość roku, gdzie w dolinach stoją średniowieczne kamienne wieże, które przez wieki chroniły rodziny przed najazdami i krwawymi waśniami. Krajobraz Swanetii wpisano na listę UNESCO, a jego stolica, Mestia, stała się bazą dla wędrowców.
Najbardziej wygłodniałych widoków zaprowadzi tu czterodniowy trekking z Mestii do wsi Uszguli — jednego z najwyżej położonych stale zamieszkanych osiedli w Europie, na wysokości około 2100 metrów, pod lodowcowym masywem Szchary. Kto nie ma czterech dni, może dojechać do Uszguli terenówką po wyboistej drodze i wrócić tego samego dnia.
Dojazd bywa przygodą samą w sobie. Marszrutka z Zugdidi do Mestii jedzie kilka godzin wzdłuż zapory Enguri, a droga potrafi zapierać dech. Sezon trekkingowy trwa mniej więcej od czerwca do września; poza nim przełęcze zasypuje śnieg i część tras staje się nieprzejezdna.
Batumi — subtropiki nad Morzem Czarnym
Na przeciwległym krańcu kraju leży Batumi, nadmorski kurort, który wygląda, jakby ktoś przeniósł nad Morze Czarne kawałek Dubaju i posypał go palmami. Szklane wieżowce sąsiadują tu z secesyjnymi kamienicami z czasów, gdy miasto bogaciło się na ropie i handlu. Wzdłuż brzegu ciągnie się kilkukilometrowy bulwar z rowerami, ogrodami i rzeźbami.
Plaże są kamieniste, nie piaszczyste, ale woda kusi ciepłem, a klimat jest niemal subtropikalny — stąd bujna zieleń i palmy na ulicach. Warto wyjechać poza miasto do Ogrodu Botanicznego na wzgórzu nad wybrzeżem albo w głąb Adżarii, górzystego regionu, gdzie w wioskach nad rzekami przerzucono kamienne mosty sprzed wieków.
To także dobre miejsce, żeby spróbować lokalnej wersji chaczapuri. Chaczapuri adżarskie ma kształt łódki wypełnionej roztopionym serem, na którą tuż przed podaniem wbija się surowe jajko i kładzie kostkę masła — mieszasz to widelcem i maczasz oderwane brzegi ciasta.
Mccheta — dawna stolica i duchowe serce kraju
Niecałe pół godziny od Tbilisi leży Mccheta, jedna z najstarszych miejscowości Gruzji i jej dawna stolica. To tutaj w IV wieku kraj przyjął chrześcijaństwo, dlatego miasteczko uchodzi za duchowe serce narodu. Dwa tutejsze zabytki figurują na liście UNESCO.
W centrum wznosi się potężna katedra Sweti Cchoweli, miejsce koronacji i pochówku gruzińskich królów, otoczona kamiennym murem. Wysoko nad zbiegiem dwóch rzek stoi natomiast klasztor Dżwari z VI wieku — z jego tarasu rozpościera się widok na białe miasteczko w dole i splatające się nurty Kury i Aragwi. Mccheta świetnie łączy się z drogą na Kazbek albo z jednodniową wycieczką ze stolicy.
Kuchnia, która trzyma stół razem
O gruzińskim jedzeniu można napisać osobny przewodnik, ale kilka dań musisz poznać. Chinkali to soczyste sakiewki z ciasta nadziewane mięsem i bulionem — chwyta się je za „ogonek”, nadgryza z boku i wypija sok, a samego ogonka według zwyczaju się nie zjada. Chaczapuri, czyli placek z serem, ma dziesiątki regionalnych odmian.
Na stole pojawią się też pchali (pasty z warzyw z orzechami włoskimi), lobio (gęsta fasola w glinianym garnku), grillowane mięsa mccwadi i orzechowy sos baże. Wegetarianie odetchną — dzięki licznym postom w tradycji prawosławnej gruzińska kuchnia obrosła daniami bez mięsa. A wszystko to spływa winem z kwewri albo mocną czaczą, winogronowym destylatem, którym gospodarz sprawdza wytrzymałość gościa.
Kiedy jechać i jak się poruszać
Pora roku decyduje o tym, co zobaczysz. Poniższa tabela porządkuje sezony pod kątem najczęstszych planów.
| Okres | Pogoda i warunki | Dla kogo |
|---|---|---|
| Maj–czerwiec | Zieleń, kwitnące doliny, umiarkowane upały | Tbilisi, Kachetia, pierwsze trekkingi |
| Lipiec–wrzesień | Ciepło, otwarte przełęcze górskie | Swanetia, Kazbegi, plaże Batumi |
| Październik | Winobranie (rtveli), złota jesień | Winnice, spokojniejsze zwiedzanie |
| Grudzień–marzec | Śnieg w górach, zamykane drogi | Narciarze (Gudauri, Bakuriani) |
Po kraju przemieszczasz się głównie marszrutkami — busikami, które odjeżdżają z wyznaczonych placów, gdy się zapełnią. Są tanie i docierają niemal wszędzie, choć rozkłady bywają umowne, a jazda górskimi serpentynami wymaga mocnego żołądka. Na dłuższych trasach albo w kilka osób opłaca się wynająć kierowcę z autem; ceny warto ustalić z góry. Pociągi łączą największe miasta i bywają wygodniejsze nocą, na przykład na trasie Tbilisi–Batumi.
Najczęściej zadawane pytania
Kiedy najlepiej jechać do Gruzji?
Najbezpieczniejszy wybór to późna wiosna (maj–czerwiec) oraz wczesna jesień (wrzesień–październik), gdy upały odpuszczają, a góry są dostępne. Lipiec i sierpień to pełnia sezonu w wysokich górach i nad morzem, ale w Tbilisi bywa wtedy bardzo gorąco. Zima należy do narciarzy i miłośników pustych zabytków.
Jaka waluta obowiązuje w Gruzji?
Walutą jest lari gruzińskie (GEL). Kartą zapłacisz w miastach bez problemu, ale na wsi, u kierowców marszrutek i na targach przyda się gotówka. Bankomaty stoją w każdym większym mieście, a kantory oferują zwykle lepszy kurs niż wymiana na lotnisku.
Czy Polak potrzebuje wizy do Gruzji?
Obywatele Polski i Unii Europejskiej mogą wjechać do Gruzji bez wizy i przebywać w kraju nawet do roku. Do przekroczenia granicy wystarczy ważny paszport lub dowód osobisty. Zasady bywają aktualizowane, więc przed wylotem sprawdź obowiązujące wytyczne.
Jak najłatwiej podróżować między miastami?
Podstawą są marszrutki — tanie busy odjeżdżające po zapełnieniu. Na popularnych trasach kursują też pociągi i autobusy, a w trudniejszy teren, jak Swanetia czy Uszguli, dojedziesz wynajętą terenówką z kierowcą. Aplikacje przewozowe działają w Tbilisi i Batumi i ułatwiają poruszanie się po miastach.
Czy w Gruzji dogadam się po angielsku?
Młodsze pokolenie i osoby z branży turystycznej mówią po angielsku, zwłaszcza w Tbilisi i Batumi. Poza tym powszechnie zrozumiany jest rosyjski. Kilka słów po gruzińsku — gamardżoba (dzień dobry) i madloba (dziękuję) — otwiera drzwi i wywołuje uśmiech gospodarzy.